Czas goni nas

Po dwóch dniach zmagań w peletonie przyszła pora na indywidualną jazdę na czas.

Nie dość, że czasówka jest z założenia wysoce stresująca – świadomość tego, jak ważna jest każda sekunda wywalczona lub stracona na piętnastokilometrowej trasie – to w sobotę na zawodnikach presję wywierał jeszcze trzeci zbój. Nad Makowem Podhalańskim zawisły z rana ciemne chmury i krążyły złowieszczo nad kolarzami. Startujący śmiałkowie wspinali się więc pod Beskidzki Raj z uwierającą świadomością, że oto w każdej chwili z rozprutego nieba lunie deszcz.

Każdy więc dawał z siebie wszystko. Nogi nie miały ani chwili spokoju, podobnie zresztą jak rozdęte do granic możliwości płuca.

Nagrodą za trud był obfity poczęstunek pod hotelem Beskidzki Raj oraz wieczorne ognisko w Stryszawie. Przy trzaskających płomieniach tematem dominującym był oczywiście czwarty, finałowy etap Gwiazdy Południa.

2019-07-15 POWRÓT
Partnerzy